Tragedia niemieckiego Wschodu. Przemówienie B. gaiday 28.01.2018

Tragedia niemieckiego Wschodu. Przemówienie B. gaiday 28.01.2018

  • 29 sty 0

29-01-2018

Styczeń na Śląsku prowadzi nasze myśli ku tragicznym wydarzeniom sprzed 73 lat. Od wielu lat jesteśmy zarówno w Świętochłowicach-Zgodzie, w Mysłowicach-Rosengarten jak i w Łambinowicach.  Pojęcie Tragedia Górnośląska przyjęło się już w przestrzeni publicznej Śląska chociaż w bardzo różny sposób. Jedni przyzwyczaili się te zbrodnie na cywilnej ludności zakwalifikować do zbrodni komunistycznych, inni przyzwyczaili się stale zapewniać, że jest to zbrodnia, gdyż ofiary były Ślązakami a jedynie uznawano ich za Niemców (tak jakby stanowiło to różnicę) a jeszcze inni stale sądzą, że jedynymi sprawcami i organizatorami byli Rosjanie. Niemal wszyscy jednak myślą o niej wyłącznie w kategoriach Śląska a nawet jedynie jego wschodniej części czyli Górnego  Śląska. 

Tymczasem kiedy w minionym roku otwierałem w Berlinie wystawę poświęconą wszystkim 25 mniejszościom niemieckim w Europie  musiałem stwierdzić, że los cywilnej ludności niemieckiej w krajach Europy środkowej był identyczny: wypędzenia, obozy zwane obozami pracy, deportacje do ZSRR, gwałty, cierpienie i śmierć. Tak było w Rumunii, na Węgrzech, w Czechosłowacji i w całych Niemczech wschodnich a więc na Śląsku, Pomorzu, w Prusach Wschodnich i Zachodnich, w Gdańsku, Łodzi czy Poznaniu.  Kiedy więc stoimy przy tablicach czy grobach pomordowanych na Śląsku pamiętajmy także o pomordowanych Niemcach Sudeckich, deportowanych z Siedmiogrodu, wypędzonych z Węgier, zgwałconych kobietach na Warmii, zagłodzonych dzieciach z Królewca, sierotach z Mazur zabłąkanych w litewskich lasach, o matkach, którym w Potulicach odebrano niemowlęta.

Nie licytujmy się tu na Śląsku w skali cierpień z innymi, którzy również stali się ofiarami zwycięzców. Bo jak porównać to cierpienie? Cierpienie rodzin tych pomordowanych z tymi, których członków rodzin zesłano do Donbasu czy na Sybir. Jak zmierzyć ból osierocenia niemieckich dzieci z Mazur, na których rękach umierały matki i omy a które uciekały wygłodzone byle dalej od terenów pod polską administracją,  instynktownie na wschód, za Niemen, na Litwę, gdyż Litwini byli dla nich lepsi. Jaką miarą zmierzyć świadomą czy nieświadomą utratę tożsamości, zmianę imienia, religii dzieci odebranych matkom w Potulicach i przekazanych do adopcji polskim parom. Albo tym, które jako Wolfskinder traciły tę tożsamość w litewskich rodzinach, do których uciekły. Jak mierzyć ból ich matek, które resztę życia spędziły na ich bezskutecznym poszukiwaniu. 

Pamiętajmy, że kiedy świat świętował pokój, wtedy pomiędzy Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym cierpienie często dopiero zaczynało zbierać swoje żniwo. Dziś tutaj symbolicznie stoimy przy jednym z niezbyt wielu miejsc naszej pamięci. Szerokiej i znacznie wykraczającej poza Śląsk. Większość tych miejsc nadal nie ma pomników ni tablic. Dlatego dwa tygodnie temu w Pałacu Prezydenckim w Warszawie jako Niemiec i Ślązak jednocześnie powiedziałem: „Że Polska to także obywatele nie-Polacy z inną wrażliwością i pamięcią historyczną, ale z tymi samymi obowiązkami i prawami” oraz, że ciągle apelujemy nie tylko o lepszą edukację, dostęp do mediów, ale „o szacunek także dla naszych miejsc  pamięci”.

Tutaj na naszych „nielicznych w stosunku do rozmiaru gehenny” śląskich miejscach pamięci o tragedii powojennego czasu zawsze wzywam by pamiętać o wszystkich ofiarach zwycięzców, bo o nich zwykle historia milczy. My więc musimy wołać, by przypominać o tych, którym było dane dożyć końca wojny ale nie przeżyć pokoju. Jednak  nie byłbym sobą, gdybym nie powiedział, że cierpienie nie zna narodowości a ofiary i sprawcy byli pośród nich wszystkich. Nasze chrześcijaństwo wymaga, byśmy za nich wszystkich się modlili, a to upamiętnianie czynili narzędziem pokoju i zgody a nie podziałów, które coraz częściej są naszą rzeczywistością. Wreszcie upamiętnijmy tu bez wyjątku wszystkie ofiary wojny i przemocy powojennej.

Dzisiejsze upamiętnienie, jak zawsze rozpoczęliśmy modlitwą by pokazać, że pochylanie się nad naszymi miejscami pamięci nie jest  budowaniem wrogości  czy relatywizowaniem historii, ale przywróceniem jej pełnej treści. Nigdy też nie było i  nie ma w tym wrogości. Wczoraj (27.01.2018 przyp. red.) Pani Konsul powiedziała, że po tym co Niemcy uczynili Polakom w czasie II wojny światowej obecne partnerstwo i przyjaźń graniczą z cudem. To, że na tym miejscu wraz z nami stoją także Polacy ten cud potwierdza.  Dlatego to dzisiejsze i wszystkie upamiętnienia dedykujemy tym, którzy dzisiaj na nowo sieją wrogość. Niechaj się opamiętają bo niebezpiecznie się bawią.   

Bernard Gaida


Rzecznik prasowy

Hassa

Joanna Hassa

tel. +48 690 585 505

presse@tskn.vdg.pl

X